CZEGO BĘDZIEMY ŻAŁOWAĆ

o. Welerian Duchanin

Czechow jest autorem niesamowitego opowiadania – „Nieszczęście”. Jest to pozycja klasyfikowana zazwyczaj jako humorystyczne opowiadanie. Jednak zabawnych elementów jest tam niewiele. Pojawia się tam natomiast pewna zadziwiająca myśl, którą warto przypomnieć, ponieważ w pewnym sensie jest to opowiadanie o każdym z nas.

Pewien tokarz wiezie do lekarza swoją żonę. Wokół leży mnóstwo śniegu, koń ledwo daje radę. A tokarz smaga go po grzbiecie i rozmyśla, jak to przyjmie go lekarz i jak postawi na nogi jego żonę. Przy tym mówi do siebie na głos, jak to obieca lekarzowi wytoczyć papierośnicę z karelskiej brzozy, i jeszcze kule do gry w krykieta, i jeszcze kręgle – co najmniej takie same jak zagraniczne.

Rozmyśla tak na głos, aby zagłuszyć dręczące go uczucie. Nieszczęście dopadło go znienacka. Z żoną przeżył 40 lat. Wspomina tokarz, jak żył z żoną przez te lata w pijackim zamroczeniu, a teraz w duszy pojawił się straszny ból. I prosi on małżonkę, żeby nie mówiła lekarzowi, że bił ją kiedykolwiek; zapewnia ją, że bił jej już nie będzie, i że mu jej teraz żal i i że to dla niej się stara. Jednak jego żona milczy, nie odpowiada, a śnieg na jej twarzy jakoś nie chce topnieć. I gdy tokarz zrozumiał, że jego żona zmarła, gorzko zapłakał. Ponieważ tak naprawdę nie zdążył z nią pożyć, nie zdążył jej pocieszyć, pożałować, okazać swej miłości – 40 lat minęło jak we mgle.

Zamyślił się tokarz. „Gdyby tak móc zacząć życie od nowa …”. Wówczas opiekował by się tą, którą kiedyś tak bardzo kochał. 40 lat minęło jak jeden dzień. Wspominając swoje życie, jak zagubił wszystko swoim pijaństwem, próżniactwem, bójkami, tokarz nie zauważył, jak nadszedł zmierzch. Zupełnie się zapomniał. Ocknął się w dużym pokoju z pomalowanymi ścianami. Widzi lekarza, do którego jechał, chce podskoczyć i się ukłonić, ale jakoś nie może ruszyć ani ręką, ani nogą. Wszystko odmroził. Trzeba będzie amputować. „No, już dobrze… Czemu płaczesz? – mówi do niego lekarz. – Zdążyłeś już pożyć, i Bogu chwała! Pewnie już z sześć dziesiątek masz za sobą!” I co tokarz może na to odpowiedzieć: „Przecież to nieszczęście! Wybaczcie nieszczęsnemu! Jeszcze by tak pożyć z pięć-sześć lat… Jak na tym  świecie wszystko szybko mija!” Czechow kończy opowiadanie tak: „Lekarz macha ręką i wychodzi z sali. Tokarzowi koniec!”

Dlaczego wszystko tak właśnie wygląda? A dlatego, że my wszyscy tak żyjemy. W taki właśnie sposób kończymy swoje życie, to znaczy z niczym, w poczuciu pustki, utraciwszy czas na nic nie znaczące rzeczy lub na grzech. Życie dosłownie przepływa nam przez palce.

Czy życie to rzeczywiście dochodzenie swoich racji, kłótnie, niecenzuralne słowa, plotki? Czy życie to cudzołóstwo i oszukiwanie innych? Czy życie to nieustanne niezadowolenie i niekończące się dyskusje na temat relacji w związku? Czy życie to „wszystko dla mnie, a inny człowiek to tylko środek do mojego sukcesu”? Dodam jeszcze, że życie to nie ciągły pośpiech i zwariowana pogoń za mirażami tego świata. Życiem również nie jest nieustanny strach przed przyszłością, nasze wyobrażenia, iluzje i trwoga, zapominanie o tych, których Bóg postawił dziś obok nas.

Jeśli nasza miłość rozbłysnęła jasnym płomieniem fajerwerków, rozjaśniła mroki życia – i naraz zagasła, pozostawiając tylko przykrą woń dymu i tenże mrok – wówczas nie posiada ona żadnej wartości. Ponieważ gdy podaruje się drugiemu człowiekowi to, co go ogromnie uraduje, a następnie zabierze mu się to w cyniczny sposób, zakrawa to na czyste naigrywanie się z niego i nic więcej.

Lata mijają jak błyskawica, i serce reaguje na swą własną pustkę poczuciem rozgoryczenia. Pustka i zgorzkniałość są nierozłączne. Oczywiście nie chodzi o pustkę w portfelu, ale o pustkę w duszy. Jeśli tkamy nasze życie używając nadgniłej nici, wówczas tkanina ta – nasze życie – rozpadnie się bezpowrotnie. I dla nikogo nie stanie się źródłem radości. A jeśli nie jesteś dla nikogo źródłem radości, to jak możesz mieć radość w sobie?

Podarować bliźniemu radość w porę, i w porę kochać bliźniego – to właśnie jest życie. Ciepło płynące prosto z serca i radość szczerych objęć, dobre słowo, gotowość do pomocy, czułość, wrażliwość – czy właśnie nie po warto żyć? Płomień miłości, niosący ciepło naszego serca najbliższym, rozgrzeje również i innych, rozgrzeje wszędzie, gdzie by taki kochający człowiek się nie znajdował, gdzie by się nie trudził, chodził czy spotykał się z innymi, ponieważ jest on źródłem ciepła i w każdej sytuacji ogrzewa innych.

Pomyśl o dobrym, czystym, może nawet trochę naiwnym spojrzeniu twego dziecka – zasługuje ono przecież na to, by z nim pobyć, by spędzić z nim czas. Zasługuje na więcej niż plotki w towarzystwie, iluzje kontaktu internetowego, rozpływanie się w obrazach telewizyjnych czy niekończącą się gadaninę przez telefon.

Jakaż zdumiewająca prawda nam się tutaj objawia – otóż uważność serca i czas poświęcony na daną czynność są ze sobą bezpośrednio związane. To, do czego garnie się twoje serce, jest wyznacznikiem tego, na co poświęcasz swój czas. Załóżmy, że serce pragnie Boga – wtedy i czas na modlitwę się znajdzie. A jeśli nie ma w sercu pragnienia kontaktu z Bogiem, wówczas nie będzie również czasu na rozmowę z Nim. Jeśli nie ma w sercu chęci kontaktu z rodziną, wtedy i czas na to się nie pojawi. I tak jest ze wszystkim. Zadziwiające: alkoholicy, narkomani i inni, wszyscy ci, którzy poddani są silnym uzależnieniom (namiętnościom – prawosł. tłum.), zawsze znajdują czas na swoje zgubne przywiązanie. Zawsze znajdzie się czas, towarzystwo, kontakt z ludźmi oddającymi się owemu uzależnieniu.

„Albowiem gdzie skarb wasz, tam i serce wasze.” (Łk 12,34)

A gdzie jest nasze serce? To znów można określić za pomocą czasu, który serce poświęca na daną czynność. I każdy może w bardzo prosty sposób określić, gdzie w danym momencie znajduje się jego serce – w grząskich bagnach internetowych pokus, w wymianie sms-ów i pustym kontaktowaniu się nie wiadomo z kim i nie wiadomo w jakim celu – czy też w tym, co zostało dane ci przez Boga: w rodzinie, w twoim powołaniu, w pożytecznym dobrym działaniu. Jeśli spotkałeś kogoś i pokochałeś – ceń ten czas, twórz, a nie niszcz. Bowiem jeśli nie podtrzymasz żaru ogniska miłości, wówczas ono zagaśnie. A wypalone ognisko nie nadaje się do niczego. Miłość podtrzymuje się wzajemną uwagą.

Jeśli zostałeś postawiony na jakimś miejscu, aby się trudzić – jest to właśnie to miejsce, w którym twoim powołaniem jest czynienie dobra, zbawianie swojej duszy, odpowiedzialne wypełnianie tego, co zostało ci powierzone. Jeśli będziemy poddawać się zniechęceniu, próżnować, czy też marzyć o czymś innym, to znaczy że straciliśmy czas. A my wciąż czekamy i czekamy, i myślimy, że później nastąpi odpowiedni czas, i właśnie wówczas pokażemy, na co nas stać.

Dlaczego, duszo moja, śpisz do tej pory? Na co trwonisz swe siły? Pamiętaj: na co poświęca się czas, temu poświęcone jest życie. A czas poświęca się na to, do czego przykuta jest nasza uwaga. Czyli do tego, co jest skarbem dla naszego serca.

Przyjrzyj się swoim myślom, czym są one zajęte w tej konkretnej chwili? Czemu są poświęcone? Do czego dąży twe serce? W tym właśnie zawiera się albo twoja zguba albo pragnienie zbawienia. Sąd nie nastąpi potem. Sąd odbywa się w tej chwili – w zależności od tego, czemu w danym momencie się poświęcamy. Istota życia duchowego sprowadza się do tego, aby nie tracić chwili obecnej dla zbawienia. Jaki jesteś w swym myślach, pragnieniach, zamierzeniach w chwili teraźniejszej, taki jesteś naprawdę. I nie próbuj nawet myśleć w ten sposób, że „teraz to jeszcze jakoś ujdzie, a później się postaram”. Nie, to oszukiwanie samego siebie! Teraz, w tej oto chwili być wiernym Bogu, chronić czystość duszy, wykorzeniać w sobie zło i postępować według zasady miłości do bliźnich – oto czym jest życie chrześcijańskie.

Czas działa zarówno na naszą korzyść, jak i na niekorzyść. Działa na naszą niekorzyść, ponieważ zewnętrzne okoliczności występują zawsze przeciwko nam, ponadto przeszkadzają nam od wewnątrz nasze lenistwo, niechęć do podejmowania działań. Działa na naszą korzyść, ponieważ – i na tym zasadza się duchowy trud – właśnie w tej konkretnie chwili mamy możliwość podjęcia walki duchowej, dążenia do zbawienia, wyzwolenia. Gdy mija oddany nam do dyspozycji tutaj na ziemi czas, wówczas następuje duchowe podsumowanie, w szczególności pod kątem tego, czemu się poświęciłem, na co poświęciłem swój czas? To tak jak gdybyś otrzymał, powiedzmy, 40 minut na nagranie, natomiast ty nagrałbyś na płycie takie rzeczy, których sam się wstydzisz i na które z bólem patrzysz. Stracony czas jasno pokazuje, czemu się poświęciłeś, i w sensie pozytywnym, i negatywnym. Czemu poświęciłeś siebie, tym właśnie teraz jesteś, i to razem z tobą przejdzie w wieczność.

Dziś zatem kochaj, dziś spędzaj czas z dziećmi, dziś uczyń coś dobrego, dziś i tylko dziś idź do Boga. Odkładając na później, tracimy realne życie. Snując marzenia o przyszłości, tracimy teraźniejszość.

I jeszcze jeden mały sekret. Aby żyć, należy przestać się spieszyć. Pośpiech niszczy chwilę obecną, dusza poddaje się trwodze, i czas znów ucieka bezpowrotnie. Zdążysz zrobić to, co jest potrzebne. Pozostałe sprawy – to już jak Bóg zechce i pokieruje. Prawdziwą radość można znaleźć w każdej teraźniejszej chwili i w każdym momencie dostępne jest dotknięcie wieczności, jeśli dusza jest całym sercem otwarta na Boga.

Bóg da nam to, co jest nam potrzebne. Nie poddawaj się przeżywaniu w myślach tego, co będzie jutro, żyj dniem dzisiejszym. Ciesz się z tego, co jest, i nie zamęczaj się z powodu tego, czego nie masz. Bóg daje ci dokładnie to, czego potrzebujesz. A jeśli dałby ci więcej, niż potrzebujesz, wówczas stałbyś się gorszy, niż jesteś teraz.

Już słyszę, jak wystukują na klawiaturze zbulwersowani komentatorzy: „Jak to mamy nie myśleć o przyszłości? Ile jeszcze jest do zrobienia! Trzeba budować, dbać o to, co zbudowaliśmy, działać!” Jednak inni komentatorzy, już nie tak zasadniczy, odpowiedzą im: „Myśl o przyszłości, ale nie zatrać się w niej! W końcu żyjesz teraz. Ucz się wnosić do swego życia radość.”

Kto się nauczył wierzyć Bogu dziś, ten zrozumiał słowa Ewangelii: „Dlatego nie troszczcie się

o jutro, bowiem jutro samo będzie się troskać o swe potrzeby. Dosyć ma dzień swojego utrapienia.” (Mt 6,43). „(…); albowiem Ojciec wasz Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Ale szukajcie najpierw Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam dodane.” (Mt 6,32-33). Nie zatracajcie się w strachu o jutro, ponieważ życie zostało wam dane dziś, a co ponadto – to jak już Bóg zechce i pokieruje.

Kto wierzy Bogu, ten otrzymuje pokój serca. A kto posiadł Boży pokój, ten ma w sobie równowagę myśli i uczuć, pragnień i woli. A ten z kolei czuje harmonię nie tylko wewnątrz siebie, ale i na zewnątrz – we wszystkim czuje oddech Boży, obecność Władcy i Boga dającego życie. I w przyrodzie widzi odblask utraconego Raju, natomiast we własnej rodzinie, przy wszystkich naszych niemocach, czuje ten właśnie malutki, ale przytulny kącik Raju na ziemi, chłonie on miłość Miłującego Boga naszego, Któremu na Imię jest Miłość.

Czego więc będziemy żałować? Czasu, który straciliśmy nadaremnie! I który chciałoby się znów odzyskać, co jest niestety niemożliwe.

Żyli dla siebie – i w efekcie ich życie nie zaistniało.

Żyli nijak – znaczy to, iż w ogóle nie żyli.

Żyli w pustce – znaczy to, iż sami opustoszeli.

Nie zdążymy się obejrzeć, a nie będzie już ani rodziców, ani dzieci. Rodzice odejdą z tego świata, a dzieci, już jako dorośli, opuszczą rodzinny dom. I podobnie jak ów tokarz, z goryczą będziemy wspominać przeszłość.

„Gdyby tak móc zacząć od nowa…” – mówimy nieśmiało.

A dlaczego od nowa? Przecież żyjesz w tej chwili! Więc teraz kochaj, czyń dobro, oczyszczaj swe serce! Gdzie jest miłość, tam nie ma nadaremnie straconego czasu.

О чем мы пожалеем / Православие.Ru (pravoslavie.ru)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s